Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wywiad rzeka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wywiad rzeka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 lutego 2017

KRÓLESTWO ZA MGŁĄ

Tematyka wojenna, obozowa jest mi bardzo bliska i należy do moich ulubionych w literaturze. Uważam, że mimo iż minęło już ponad 70 lat od wojny, wciąż warto o tym mówić, mieć w pamięci dawne zbrodnie i okazywać wielki szacunek, tym, którym udało się to wojenne piekło przetrwać. Przykładem jednej z takich akcji, wspierającej kombatantów była tegoroczna „Kartka do Powstańca”, w którą zaangażowało się bardzo dużo znanych osób, głównie z obsady „Czasu Honoru”. Chodziło o to, by na poczcie pobrać darmową kartkę, wypełnić ją i wysłać do Powstańców, by pokazać im, że Pamiętamy.


Książka, którą właśnie skończyłam czytać, nie była o Powstaniu, jednakże dalej pozostaje w klimacie II wojny światowej. W moje ręce trafił 400 stronicowy wywiad rzeka Michała Wójcika z Zofią Posmysz – byłą więźniarką Auschwitz – Birkenau. Aresztowano ją w 1942 roku za rzekomy kolportaż ulotek, chociaż w rzeczywistości była niewinna. Po prostu chodziła na tajne komplety razem z ludźmi z kolportażu. Wygarnięto ich wszystkich. W bardzo szczerej rozmowie z Michałem Wójcikiem opowiada jak wyglądała obozowa rzeczywistość z punktu widzenia kobiety, o pracy ponad siły, braku podstawowych warunków higienicznych, wyniszczającym głodzie i przerażeniu, ale też o tym, że nie wszyscy esesmani byli źli. Głównym tematem ich rozmowy są utwory pani Zofii, z których najsłynniejszy „Pasażerka” doczekał się wielokrotnych adaptacji teatralnych, filmowych i operowych.  Zofia Posmysz zasłynęła w literaturze właśnie nieszablonowym opisem obozu. Pokazywała, że wśród zwyrodnialców byli też normalni, zwykli ludzie, którzy po prostu dostali przydział do pracy w Auschwitz. Wójcik konfrontuje jej opisy obozu z rzeczywistością, Docieka co było prawdą a co fikcją literacką. Rozmawiają o osobach, które w życiu pani Zofii odegrały tak ważną rolę, ukształtowały ją i pomogły przetrwać obóz. Bardzo istotna była dla niej wiara i wielokrotnie podkreśla to, że gdyby nie wiara w Boga i nadzieja na to, że uda jej się przeżyć a wojna kiedyś się skończy, nie przetrwałaby w obozie.

„Królestwo za mgłą” to właśnie takie poetyckie określenie obozu wymyślone przez przyjaciółkę autorki - Ptaszkę. Auschwitz było właśnie takim świetnie prosperującym królestwem władanym przez złego króla. Na nim świat się kończył, życie poza drutami było czymś nierealnym. Samo królestwo też czasem przybierało nierealistyczny wygląd, gdy w mroźne dni dym z krematorium osiadał nisko nad ziemią, tworząc mgłę tak gęstą, że nic nie było przez nią widać.


Było to już moje drugie spotkanie z Michałem Wójcikiem i muszę przyznać, że „Królestwo za mgłą” jest znacznie lepsze niż „Ptaki drapieżne” (zobacz), które czytałam w zeszłym roku. Tę książkę po prostu trzeba przeczytać, bo jak mówi sama Zofia Posmysz – nie da się dobrze opisać tego, co działo się w obozie. Nie ma w języku takich słów, by to wyrazić. Większość więźniów nigdy nie wyszła z obozu, towarzyszył im do końca życia. Zofii Posmysz się to udało – głównie dzięki temu, że spisywała swoje przeżycia, pozbywała się trucizny. Do tej pory jednak nie może słuchać Straussa. Mnie też brakuje słów, żeby jakoś opisać moje wrażenia po tej książce. Myślę, że każdy może wyciągnąć z niej nieco inne refleksje. Urzekła mnie też okładka. Na pierwszy rzut oka - zwyczajna. Gdy jednak przyjrzymy się lepiej, pod światło, ukaże się ledwo widoczny numer 7566 - numer wytatuowany Zofii Posmysz w obozie. 



Za recenzencki egzemplarz książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.



czwartek, 18 sierpnia 2016

7 LAT PÓŹNIEJ



     Czasami czytając jakąś książkę czuję się jak kompletna ignorantka. Zabrałam się za recenzję nowej książki Doroty Wellman i Janusza Leona Wiśniewskiego „Siedem lat później” i pierwsze zdanie mnie powaliło. Okazuje się, że jest to już drugi wywiad rzeka tej pary, który ukazał się 7 lat temu. Więc teraz jest mi wstyd. I to podwójnie, bo muszę się przyznać, że owszem nazwisko Wiśniewskiego i tytuł „S@motność w sieci” nie są mi obce, jednak nigdy nie przeczytałam żadnej jego książki. Z całą pewnością teraz się to zmieni. No dobra, to tyle z tej autospowiedzi i samopokuty. 


    Wywiadów rzek z zasady nie lubię i bardzo rzadko czytam (wyjątek to oczywiście genialna Hanna Krall i jej „Zdążyć przed Panem Bogiem”).  Więc jeśli ten naprawdę mnie urzekł to musi być wyjątkowo dobry. Kolejny raz ze wstydem przyznaję, że nie miałam pojęcia, że Wiśniewski jest kimś więcej niż tylko pisarzem powieści dla kobiet. A tu okazuje się, że jest przede wszystkim znanym i cenionym, pracującym w Niemczech naukowcem, który na swoim literackim koncie ma wiele naukowych publikacji i może się pochwalić tytułem profesora nadzwyczajnego. Nie wiedziałam też, że od prawie trzydziestu lat mieszka w Niemczech i chociaż jego książki tłumaczone są na wiele języków, półtora miliona (!) egzemplarzy sprzedało się w różnych krajach, to jednak autor nie chce wydawać swoich książek w Niemczech i dopiero teraz ma się to zmienić. 

O czym więc rozmawia przez prawie 300 stron książki ta para przyjaciół? Właściwie o wszystkim. Dorota Wellman przepytuje Janusza Wiśniewskiego bez żadnych tematów tabu, drąży i nie daje mu spokoju. Można dowiedzieć się jak naprawdę Polska i Polacy postrzegani są za granicą, jakie poglądy na wiele spraw ma Wiśniewski. Poznajemy też jego podejście do miłości i seksu, opowiada o swoim pierwszym prawdziwym uczuciu i o łączeniu pracy naukowca z pisaniem powieści. 

Pomimo sławy jest to bardzo skromny, piekielnie inteligentny i mający wyrobione zdanie na wszystko człowiek. Zrobił na mnie ogromne wrażenie i wiem, że koniecznie muszę sięgnąć po jego twórczość. 

Mam nadzieję, że książka przypadnie Wam do gustu, pochłania się ją błyskawicznie i pozostawia po sobie niedosyt. Premiera już 31 sierpnia!


Za recenzencki egzemplarz książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.