Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 lipca 2017

TRZECIA

Uwielbiam czytać takie książki, które trzymają w napięciu od pierwszej do ostatniej strony. Z przyjemnością donoszę, że ostatnio udało mi się trafić na taką właśnie książkę, ale spodziewałam się tego jeszcze zanim zaczęłam ją czytać. Dlaczegóż to? Otóż nazwisko Stachula mówi mi już wszystko.

W zeszłym roku miałam niesamowitą przyjemność przeczytać debiutancką książkę tej niesamowicie utalentowanej pisarki (zobacz tutaj). Promowana była ha sztagiem #niemogesieoderwac i faktycznie ciężko było ją odłożyć, gdy już się zaczęło czytać. Ja skończyłam ją w kilka godzin i byłam pod ogromnym wrażeniem, że tak może wyglądać debiut.  Teraz do księgarni trafił kolejny thriller psychologiczny Magdy Stachuli – „Trzecia”. Co oczywiste nie mogłam się doczekać, aż wreszcie będzie moja.

Po raz kolejny autorka przenosi nas do bardzo współczesnego Krakowa. Tło wydarzeń jest bardzo aktualne (np. przyjazd papieża związany ze Światowymi Dniami Młodzieży). Główną bohaterką jest Eliza – trzydziestoletnia pani psycholog, która niedawno rozstała się z wieloletnim partnerem, po tym gdy nakryła go w ich własnym łóżku z kochanką. Pewnego dnia wydaje jej się, że jest obserwowana. Od tego czasu powoli zaczyna popadać w paranoję strachu. Nie ma pojęcia, że stała się właśnie pionkiem w niebezpiecznej grze. On wie o niej wszystko. Eliza jest trzecia na jego liście. Gdy dziewczyna szuka pomocy, nikt jej nie wierzy.  Tymczasem on podstępem wkrada się do jej życia, zdobywa zaufanie, rozkochuje w sobie do szaleństwa. Jaki będzie finał tej znajomości? Jaki jest motyw? Co ukrywa przed światem tajemniczy, co trochę zmieniający tożsamość  przystojny chłopak z gitarą? I co takiego ukrywa sama Eliza?



To jest książka, którą po prostu trzeba przeczytać, a raczej pochłonąć, bo nie da się jej od tak odłożyć na półkę i o niej zapomnieć.

Za recenzencki egzemplarz książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.



sobota, 15 lipca 2017

WIECZNIE GŁODNY?

W ostatnim czasie panuje istne szaleństwo na bycie fit. Ludzie prześcigają się w wymyślaniu diet – cudów. Prawda jest taka, że mało kto z osób przechodzących na dietę, chce naprawdę zmienić swój styl życia na zdrowszy. Większość ludzi pragnie szybkich rezultatów w postaci utraty nadprogramowych kilogramów.  Ja tam osobiście nie wierzę w cuda, nie zamierzam przechodzić na żadną dietę, ponieważ przyznaję się bez bicia – mam słabą wolę i nie potrafię przeżyć bez czekolady. Staram się jednak żyć zdrowo i odżywiać się racjonalnie, dlatego bardzo zainteresowała mnie książka „Wiecznie głodny?” autorstwa doktora Davida Ludwiga.


David Ludwig opracował program, który jest naprawdę godny polecenia. Składa się on z trzech faz, które wprowadzają całkowicie nowy sposób myślenia o odchudzaniu. Pierwsza część jest teoretycznym wykładem, przytoczeniem zasad najbardziej popularnych diet i opisu głównych składników odżywczych. Następnie przechodzimy do części innowacyjnego programu odchudzającego. Ludwig podzielił go na trzy fazy: „zapanuj nad zachciankami”, „przeprogramuj swoje komórki tłuszczowe”. „trwale schudnij”. W każdej części opisuje co będzie się teraz działo, podaje listę rzeczy, które powinny się znaleźć w naszej lodówce i tych, które powinny jak najszybciej z niej zniknąć, ale także, co cieszy mnie najbardziej, plan posiłków na cały tydzień razem z przepisami. Są to dość proste przepisy, z którymi większość ludzi powinna sobie bez problemu poradzić, przetestowałam kilka z nich i muszę stwierdzić, że są naprawdę dobre.


Podsumowując uważam, że jest to naprawdę wartościowa pozycja traktująca o zdrowym odżywianiu i zdecydowanie warto się z nią bliżej zapoznać.


Mam też dla Was niespodziankę! Napiszcie w komentarzu co robicie, aby żyć zdrowo. Autor najlepszego komentarza dostanie ode mnie tę książkę w prezencie! Na Wasze zgłoszenia czekam do 23.07.2017. Powodzenia!


Za recenzencki egzemplarz książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Znal Literanova.



niedziela, 7 maja 2017

WAKACJE NAD ADRIATYKIEM

Całkiem niedawno miałam okazję przeczytać niezwykle ciekawy wywiad – rzekę „Królestwo z mgłą”. Autor – Michał Wójcik -  był mi znany, wcześniej czytałam inne jego publikacje. Zofia Posmysz, z którą wywiad był przeprowadzany też nie była mi obca, z racji tego, że literatura wojenna i obozowa to moja pasja. Wywiad ten był poświęcony właśnie postrzeganiu wojennego świata przez panią Posmysz i opierał się w dużej mierze na książce i jej teatralnej adaptacji – „ Wakacje nad Adriatykiem”. Gdy Wydawnictwo Znak Literanova zaproponowało mi tę właśnie książkę do recenzji byłam przeszczęśliwa i po drobnych perypetiach z dostawą natychmiast zabrałam się za czytanie.

Mniej więcej wiedziałam, czego powinnam się spodziewać, ponieważ no cóż „Królestwo za mgłą” zaspoilerowało mi dużą część fabuły. Nie byłam jednak gotowa na tak ogromną dawkę emocji, które mną targały podczas czytania. Sama książka napisana jest w dość beznamiętny sposób i prawdopodobnie ten właśnie zabieg miejscami wyciskał mi łzy z oczu.


Jest to historia oparta na faktach z życia autorki. Zofia Posmysz jako młodziutka dziewczyna trafiła do obozu koncentracyjnego Auchwitz – Birkenau. Tam połączyła ją prawdziwa przyjaźń z Ptaszką, chociaż różniły się od siebie jak tylko się da. Zofia robiła co tylko się da, by nie stracić nadziei, że uda im się wyjść z obozowego piekła. Ptaszka właściwie modliła się o śmierć, która skróciłaby jej cierpienia. Nie widziała sensu dalszej egzystencji w miejscu gdzie codziennie mniej było w ludziach człowieczeństwa, gdzie choroby, wyniszczający głód i eksperymentalne badania były częścią obozowej codzienności.

„Wakacje nad Adriatykiem” to majstersztyk niedopowiedzeń. Teraźniejszość i wojenna przeszłość ciągle mieszają się ze sobą. Jedno skojarzenie wywołuje falę wspomnień i sugestywnych obrazów.
Nie jest to literatura łatwa, ale zdecydowanie warta przeczytania. Nie wylatuje z głowy zaraz po odłożeniu na półkę. Ta historia ciągnie się długo potem przenikając myśli.


Za recenzencki egzemplarz książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova. 






piątek, 14 kwietnia 2017

W KRĘGU KSIĘŻNICZKI

Bycie księżniczką w arabskim kraju to nie tylko niewyobrażalne bogactwo , służba i piękne stroje. To przede wszystkim życie w złotej klatce kraju rządzonego przez mężczyzn. Tam kobiety są obywatelami drugiej albo nawet i trzeciej kategorii. Nie wolno im dosłownie nic, nie ma mowy o samotnych spacerach, wyjściach do miasta, pokazywaniu publicznie twarzy czy noszeniu podkreślających figurę ubrań. Kobiety żyją by służyć swoim mężczyznom i rodzić im dzieci.

Księżniczka Sułtana Al Su’ud po raz kolejny staje się bohaterką książek Jean Sasson. Poznaliśmy ją dzięki bestsellerowej „Księżniczce”, jej historia była kontynuowana w „Córkach księżniczki Sułtany”, a teraz możemy dalej śledzić jej walkę o wolność kobiet w Arabii Saudyjskiej w powieści „W kręgu księżniczki”. Z poprzednich części możemy dowiedzieć się, że życie nie rozpieszczało księżniczki: rak piersi, problemy z wychowaniem córek a teraz początki alkoholizmu nie są jej obce. Mimo życia w bajecznym bogactwie Sułtana nie jest w stanie pogodzić się ze zniewoleniem kobiet w Arabii Saudyjskiej i innych krajach muzułmańskich. Przerażają ją prywatne haremy i porwania małych dzieci, aranżowane małżeństwa i gwałty dokonywane na młodziutkich dziewczynach.  Sułtana miała to wyjątkowe szczęście, że wyszła za mąż z miłości i razem z mężem doszli do wniosku, że nie nakażą małżeństwa swoim córkom, poczekają na odpowiednią chwilę i odpowiedniego mężczyznę. Tyle szczęścia nie miała już bratanica Sułtany – zmuszona do bycia trzecią żoną przyjaciela jej ojca, zwyrodnialca i gwałciciela. Nie miały go też inne kobiety. Sułtana podaje przykład pięknej młodziutkiej dziewczyny, bardzo dobrej uczennicy, wzorowej muzułmanki wychowywanej w dość liberalnej rodzinie. Podczas kąpieli w basenie przypadkiem odsłoniła jej się jedna pierś. Podglądający ją sąsiad zgłosił to natychmiast obrońcom wiary i kilka tygodni później dziewczyna została wydana za ojca podglądacza, który miał pięć żon więc doskonale wiedział jak sobie poradzić z następną „krnąbrną”. Takich przykładów jest bardzo dużo w tej książce.



Czytając „W kręgu księżniczki” zaczęłam jeszcze bardziej doceniać to, że urodziłam się na zachodzie jako wolna kobieta. Nikt nie nakazuje mi ubioru, małżeństwa, metod spędzania wolnego czasu. Arabskie kobiety nie mają takiego przywileju.  Należy więc zrobić wszystko, by kobiety na całym świecie były traktowane z szacunkiem na jaki zasługują, a przede wszystkim – by były wolne. Walkę o to od wielu lat toczą dzielne kobiety, które w swoich książkach opisuje Jean Sasson. Moją recenzję przerażającego życia niewolnicy możecie przeczytać tutaj. Dołączmy do „kręgu” Sułtany.


Razem z Wydawnictwem Znak Literanova mam dla Was konkurs! Jeśli chcecie dostać ode mnie tę książkę - piszcie w komentarzach dlaczego właśnie do Was powinna trafić. Spośród komentarzy wybiorę jedną osobę, która dostanie w prezencie "W kręgu księżniczki". Macie czas do poniedziałku.  Powodzenia!


Za recenzencki, przedpremierowy egzemplarz książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova. 



sobota, 1 kwietnia 2017

RODZINA O.

Rodzina rzecz święta, choć czasem przeklęta. Helena, jednooka głowa rodziny O. Tadeusz, syn Heleny, psychiatra czy wariat? Barbara, żona Tadeusza, kochanka czy prostytutka? Paweł, starszy syn, ofiara czy zdrajca? Andrzej, młodszy syn, rozrabiaka czy morderca? Nieślubne dziecko, zdrada, zagadkowa śmierć. Ta rodzina wciągnie cię w swoje kłamstwa i półprawdy, uczucia i natręctwa…

Takimi słowami Wydawnictwo Znak Literanova zachęca nas do przeczytania pierwszego serialu literackiego w Polsce „Rodziny O.” autorstwa Ewy Madeyskiej.  W tej powieści nic nie jest czarne lub białe. Postacie skonstruowane są naprawdę w genialny sposób,  tworzą barwną i nietuzinkową rodzinę. Ich problemy, radości, smutki, sąsiedzi, kochanki, kochankowie, intrygi, morderstwa sprawiają, że ciężko oderwać się od czytania.  Wszystkie wątki przeplatają się po mistrzowsku doprowadzając do zaskakującego punktu kulminacyjnego. Pomimo tego, że książka liczy sobie ponad 500 stron nie zawiera w sobie nic zbędnego. Autorka ujawnia o swoich bohaterach tylko tyle informacji ile jest to w danym momencie niezbędne, zostawiając czytelnikowi nutkę niedopowiedzenia. Seniorka rodu Helena, bogobojna, ze zdecydowanie zbyt dużą ilością wolnego czasu i pieniędzy. Jej syn Tadeusz – genialny psychiatra czy wariat ukrywający się pod lekarskim kitlem? Barbara – żona Tadeusza niekoniecznie z wielkiej miłości, w młodości zgwałcona, matka dwóch synów: Pawła – starszego, rozsądniejszego, studenta (byłego studenta?) prawa i Andrzeja lekkoducha ze zbyt dużym popędem seksualnym. I wielkie tajemnice dobrze ukryte w szafie.


Bardzo ciekawe są też czasy, w których toczy się akcja „Rodziny O.”.  Mała miejscowość Bolegoszcza na przełomie lat 1968/69. Idealnie oddany klimat Polski Ludowej ale z nawiązaniami do tego co lubię najbardziej – II wojny światowej.  Polecam!

Za recenzencki egzemplarz książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.



czwartek, 23 lutego 2017

ŚWIAT ANDRZEJA FIDYKA

Dokumenty dobrze zrobione potrafią być naprawdę ciekawe. Właśnie o tym w swojej autobiografii „Świat Andrzeja Fidyka” pisze ten słynny dokumentalista. Chyba każdy słyszał o jego najgłośniejszym filmie „Defilada” nagrywanym w Korei Północnej.  Pokazał tam świat taki, jakim chciałby go widzieć Wielki Wódz. To jawna propaganda i właśnie dlatego jest tak przerażająca. Władze Korei ani komunistycznej Polski nie zorientowały się, że ten film bezlitośnie obnaża prawdę o totalitaryzmie.

Życie autora jest bez wątpienia fascynujące. Fidyk bez ogródek opisuje jak wygląda praca na planie i skąd czerpie inspiracje, co spotykało go w odległych krajach przy kręceniu filmów. Książka podzielona jest na dziewięć rozdziałów, każdy o innym dokumencie. Całość wzbogacają zdjęcia. Dzięki nim możemy zobaczyć rosyjską szkołę striptizu, miejsca, w których kręcony był „Diabeł w Moskwie”, obserwować jak zmieniał się i dorastał Andrzej Fidyk.

Mnie ta książka jednak nie porwała. Nie wiem o co chodzi, nie można powiedzieć, że jest nudna, albo że źle się ją czyta. Jest po prostu nie dla mnie. Myślałam, że przeczytam ją jednym tchem, jednak tak się nie stało. Mam nadzieję, że „Świat Andrzeja Fidyka” spodoba się komuś z Was. 

Za recenzencki egzemplarz książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova




czwartek, 2 lutego 2017

KRÓLESTWO ZA MGŁĄ

Tematyka wojenna, obozowa jest mi bardzo bliska i należy do moich ulubionych w literaturze. Uważam, że mimo iż minęło już ponad 70 lat od wojny, wciąż warto o tym mówić, mieć w pamięci dawne zbrodnie i okazywać wielki szacunek, tym, którym udało się to wojenne piekło przetrwać. Przykładem jednej z takich akcji, wspierającej kombatantów była tegoroczna „Kartka do Powstańca”, w którą zaangażowało się bardzo dużo znanych osób, głównie z obsady „Czasu Honoru”. Chodziło o to, by na poczcie pobrać darmową kartkę, wypełnić ją i wysłać do Powstańców, by pokazać im, że Pamiętamy.


Książka, którą właśnie skończyłam czytać, nie była o Powstaniu, jednakże dalej pozostaje w klimacie II wojny światowej. W moje ręce trafił 400 stronicowy wywiad rzeka Michała Wójcika z Zofią Posmysz – byłą więźniarką Auschwitz – Birkenau. Aresztowano ją w 1942 roku za rzekomy kolportaż ulotek, chociaż w rzeczywistości była niewinna. Po prostu chodziła na tajne komplety razem z ludźmi z kolportażu. Wygarnięto ich wszystkich. W bardzo szczerej rozmowie z Michałem Wójcikiem opowiada jak wyglądała obozowa rzeczywistość z punktu widzenia kobiety, o pracy ponad siły, braku podstawowych warunków higienicznych, wyniszczającym głodzie i przerażeniu, ale też o tym, że nie wszyscy esesmani byli źli. Głównym tematem ich rozmowy są utwory pani Zofii, z których najsłynniejszy „Pasażerka” doczekał się wielokrotnych adaptacji teatralnych, filmowych i operowych.  Zofia Posmysz zasłynęła w literaturze właśnie nieszablonowym opisem obozu. Pokazywała, że wśród zwyrodnialców byli też normalni, zwykli ludzie, którzy po prostu dostali przydział do pracy w Auschwitz. Wójcik konfrontuje jej opisy obozu z rzeczywistością, Docieka co było prawdą a co fikcją literacką. Rozmawiają o osobach, które w życiu pani Zofii odegrały tak ważną rolę, ukształtowały ją i pomogły przetrwać obóz. Bardzo istotna była dla niej wiara i wielokrotnie podkreśla to, że gdyby nie wiara w Boga i nadzieja na to, że uda jej się przeżyć a wojna kiedyś się skończy, nie przetrwałaby w obozie.

„Królestwo za mgłą” to właśnie takie poetyckie określenie obozu wymyślone przez przyjaciółkę autorki - Ptaszkę. Auschwitz było właśnie takim świetnie prosperującym królestwem władanym przez złego króla. Na nim świat się kończył, życie poza drutami było czymś nierealnym. Samo królestwo też czasem przybierało nierealistyczny wygląd, gdy w mroźne dni dym z krematorium osiadał nisko nad ziemią, tworząc mgłę tak gęstą, że nic nie było przez nią widać.


Było to już moje drugie spotkanie z Michałem Wójcikiem i muszę przyznać, że „Królestwo za mgłą” jest znacznie lepsze niż „Ptaki drapieżne” (zobacz), które czytałam w zeszłym roku. Tę książkę po prostu trzeba przeczytać, bo jak mówi sama Zofia Posmysz – nie da się dobrze opisać tego, co działo się w obozie. Nie ma w języku takich słów, by to wyrazić. Większość więźniów nigdy nie wyszła z obozu, towarzyszył im do końca życia. Zofii Posmysz się to udało – głównie dzięki temu, że spisywała swoje przeżycia, pozbywała się trucizny. Do tej pory jednak nie może słuchać Straussa. Mnie też brakuje słów, żeby jakoś opisać moje wrażenia po tej książce. Myślę, że każdy może wyciągnąć z niej nieco inne refleksje. Urzekła mnie też okładka. Na pierwszy rzut oka - zwyczajna. Gdy jednak przyjrzymy się lepiej, pod światło, ukaże się ledwo widoczny numer 7566 - numer wytatuowany Zofii Posmysz w obozie. 



Za recenzencki egzemplarz książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.



niedziela, 11 grudnia 2016

LION. DROGA DO DOMU



Jakże bardzo różni się hinduska kultura od zachodnio europejskiej! Wyobrażacie sobie na przykład, żeby pięcioletniemu chłopcu zostawiać pod opieką dwulatkę na cały dzień? I żeby ten sam pięcioletni chłopiec poruszał się samodzielnie po mieście w poszukiwaniu jedzenia? Albo jeździł pociągiem z zaledwie kilka lat starszymi braćmi do innego miasta bez opieki kogoś dorosłego?

Tak właśnie wyglądało życie Saroo zanim w wieku pięciu lat przez przypadek wsiadł w nocy do pociągu który wywiózł go tysiące kilometrów od domu. Nawet nie jestem w stanie wyobrazić sobie, co musiało czuć małe dziecko kiedy obudziło się w zupełnie obcym mieście, gdzie w dodatku nikt nie rozumiał co mówi. Saroo co prawda był przyzwyczajony do tego, że musi troszczyć się o siebie, ponieważ jego matka pracowała całymi dniami, często w oddalonych od rodzinnego domu miastach po tym jak ojciec muzłumanin postanowił wziąć sobie drugą żonę i przestać interesować się starą rodziną. Życie na ulicach Kalkuty znacznie jednak różniło się od tego, które znał chłopiec. Większość ludzi nie interesowała się nim, wręcz nie zauważała, tak samo jak innych bezdomnych dzieci, których w tym mieście nie brakowało. Ci zaś, którzy zwracali na niego uwagę często chcieli wyrządzić mu krzywdę. Cudem udało mu się trafić jednak na takich ludzi, którzy mu pomogli i tym sposobem Saroo trafił najpierw do ośrodka dla młodocianych przestępców a później do międzynarodowego sierocińca specjalizującego się w szybkich adopcjach i to oni właśnie wysłali go do Australii, do rodziny, która z całego serca pragnęła pomóc jakiemuś biednemu, hinduskiemu dziecku.

Dzięki adopcyjnym rodzicom Saroo Brierley poznał życie, jakiego nigdy nie mógłby doświadczyć zostając w Indiach. Przede wszystkim mógł zrealizować swoje marzenie – poszedł do szkoły i ukończył ją. Nowi rodzice otoczyli go troską i miłością dzięki czemu mógł dorastać tak jak powinno każde dziecko. Jednakże świadomość tego, że gdzieś tam jest jego prawdziwa rodzina, która być może martwi się o niego, a być może już dawno temu go pochowała wciąż nie dawała mu spokoju. Postanowił więc zrobić wszystko aby ją odnaleźć a z pomocą przyszła mu technologia XXI wieku: Google Earth. Ponieważ jego historia zaczęła interesować ludzi na całym świecie doszedł do wniosku, że najlepiej będzie jak spisze swoje przygody i tak właśnie powstał „Lion. Droga do domu”. Warto wiedzieć, że w języku hindi „śeru” oznacza właśnie lwa. 


Książka zrobiła na mnie ogromne wrażenie, wręcz nie mogłam oderwać się od czytania. Autorem i narratorem jest sam Saroo więc oprócz jego fascynującej historii możemy poznać też emocje jakie mu towarzyszyły w tych ciężkich chwilach. 2 grudnia do kin wszedł film pod tym samym tytułem i czekam z niecierpliwością żeby go obejrzeć i zobaczyć czy wizja reżysera mocno odbiega od prawdziwej historii opisanej w tej niezwykłej książce. Polecam!



Za recenzencki egzemplarz książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.




środa, 16 listopada 2016

LEŚNA POLANA




Prawie rok temu po raz pierwszy zetknęłam się z „pisarstwem” Katarzyny Michalak. Okładka książki zdecydowanie mnie urzekła, ale jest to jedyna dobra rzecz, którą mogę powiedzieć o tym „dziele”, gdyż styl pisania pani Michalak to grafomania w najczystszej postaci, i mnie, jako filologa polskiego po prostu bolało czytanie tego. Jeśli nie czytaliście mojej opinii o „Sekretniku”, możecie nadrobić to teraz. Od tamtego czasu autorka zdążyła wydać kolejne trzy książki, by udowodnić wszystkim, że jednak da się w Polsce zarobić na pisaniu „bestsellerów”, jak sama nieskromnie nazywa swą twórczość, na chlebek z masełkiem. Dziwiło mnie jednak skąd bierze się jej fenomen i popularność, dlatego zdecydowałam się przeczytać pierwszy tom jej najnowszej „Leśnej Trylogii”. I bardzo mocno się zdziwiłam.

„Leśna Polana” (tak, zgadzam się, tytuł brzmi dość żałośnie, jak romansidło dla kucharek) dalej jest pisana bardzo kiepskim stylem. Jej fabuła główna to przewidywalny do bólu wątek miłosny, którego zakończenie można odgadnąć po pierwszym rozdziale.
Trzy przyjaciółki, które poznały się pięć lat temu w szpitalu psychiatrycznym: Gabriela (powód jej pobytu w tym miejscu poznajemy dopiero na koniec książki, wiec go nie zdradzę), Majka (nimfomania) i Julia (anoreksja i bulimia) są dla siebie jak siostry i zrobią dla siebie wszystko. Żadna z nich nie miała łatwego życia i pełnej, kochającej rodziny.
Trzech braci: Wiktor, Marcin i Patryk, których co prawda nie łączą więzy krwi, ale za to łączy postać ojczyma, okrutnego oprawcy znęcającego się nad nimi przez długie lata.
Nie trzeba być geniuszem, żeby połączyć odpowiednie pary, szczególnie że żeńskie i męskie odpowiedniki mają bardzo podobne charaktery.



Tym jednak, co mnie zaskoczyło i zafundowało bezsenną noc, to wątek poboczny, częściowo historyczny. Wątek ojczyma Gabrysi: Antoniego Leszeńskiego, który jako 14-letni chłopak walczył w Powstaniu jako łącznik swojego ojca majora Alojzego Leszeńskiego. Po wojnie po ojca przyszła ubecja i tyle go widzieli. Po Antoniego też przyszła i na trzy lata chłopak stał się osobistym więźniem Adolfa Kuchty „Hitlerka”. Opis tortur jakim został poddany młodzieniec wycisnęły mi łzy z oczu i do tej pory nie mogę przestać o tym myśleć. Ta historia pochłonęła mnie do tego stopnia, że przestałam zwracać uwagę na żałosny styl pisania i oczywistych bohaterów. W dodatku z niecierpliwością (sic!) czekam na następny tom, ponieważ w tym, akcja nie rozwiązuje się, ale zostawia czytelników z niedosytem.


 Historia więzienia na Rakowieckiej zafascynowała mnie do tego stopnia, że na pewno przeczytam więcej książek o tej ubeckiej katowni.

Podsumowując: czasem arcyciekawy pomysł na książkę przebija grafomański styl i tworzy naprawdę dobrą książkę, którą z czystym sumieniem mogę polecić.

Za recenzencki egzemplarz książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.